Brunch – lepsza opcja?

 

Zapewne nie tylko mi mama zawsze wpajała, że „śniadanie to najważniejszy posiłek dnia”. Ja jednak nigdy nie byłam w stanie przełknąć więcej niż dwa kęsy z samego rana przed szkołą, a obecnie przed pracą.

Budzę się o 6:00 aby dotrzeć do pracy na 8:00. W domu nie mam czasu na jedzenie (ani jeszcze obudzonego żołądka), natomiast nie lubię jeść w pośpiechu w podróży. Dojeżdżam do pracy i wypijam pierwszą kawę/herbatę z malutką przekąską.

Głodna zaczynam się robić dopiero około godziny 10:30 – 11:00. To idealna pora na brunch! Pełny, pożywny posiłek bogaty we wszystkie składniki odżywcze – białka, węglowodany, cukry. W odpowiednich proporcjach daje kopa na kolejne godziny za biurkiem.

Do godziny około 14:30 nie odczuwam głodu (zagłuszając go pewnie hektolitrami herbaty i wody, ale uwielbiam coś pić podczas pracy – no i woda to samo zdrowie!). Zanim wrócę do domu przekąszam jakiś owoc bądź batonik muesli i do godziny 18:00 / 19:00 kiedy to mogę w domu zasiąść do spokojnej kolacji jestem pełna. 🙂

Jeśli Wasz żołądek także nie lubi wcześnie wstawać, to brunch według mnie jest idealnym rozwiązaniem. Dodatkowo nie rozregulowuje „trybu dnia” także podczas weekendu, kiedy to uwielbiam pospać sobie prawie do południa. 🙂

First blog post

Cześć, jestem Sandra, a Ty?

Prawdopodobnie znalazłeś/aś się na moim blogu z dwóch powodów:

  1. Znasz mnie osobiście i zaprosiłam Cię do lektury o moim życiu
  2. Wujek Google przyprowadził Cię po szukaniu porady w sprawie gotowania i zdrowego trybu życia, a także dbania o urodę.

Nieważne do której grupy należysz – postaram się zaciekawić swoimi wpisami, które będą oscylować wokół tych trzech tematów. Może nie jestem ekspertką, ale wielką pasjonatką w kuchni i przed lustrem. 🙂